W nocy z 3 na 4
czerwca armia chińska weszła do Pekinu, by zdławić wielką mobilizację
demokratyczną.
Nieruchomy i zdeterminowany człowiek stojący przed
kolumną czołgów. Samotność obywatela wobec państwa i jego armii. Sytuacja
uwieczniona na zdjęciu Stuarta Franklina (Magnum Photos) obiegła cały świat
stając się międzynarodowym symbolem chińskiego Ruchu 4 czerwca i jego
krwawego stłumienia. To było 20 lat temu. Trwały wpływ tego zdjęcia podkreśla
skalę szoku wywołanego w świecie przez wydarzenia z wiosny 1989 r.
Jednak sama fotografia nie może oddać znaczenia tego skomplikowanego momentu
historycznego, w którym przeplatały się mobilizacje społeczne i walka
w łonie aparatu partyjnego, gdzie studenci i robotnicy znaleźli się
obok siebie, ale tak naprawdę jednak nie łącząc się.
Tuż przed śmiercią, 15 kwietnia 1989 r. Hu Yaobang –
były sekretarz generalny Komunistycznej Partii Chin mający opinię reformatora
i odsunięty na bok dwa lata wcześniej przez konserwatywne skrzydło biura
politycznego – został gorąco przyjęty w miasteczku studenckim w Pekinie
jako bohater walki przeciwko autorytaryzmowi i korupcji. Sześć dni później
dziesiątki tysięcy studentów ze stolicy zaczęły protestować przeciwko trudnym
warunkom życia, opowiadając się za demokracją i rehabilitacją Hu. 22
kwietnia, w dniu jego uroczystości pogrzebowych, 70 tysięcy studentów
i 30 tysięcy robotników znalazło się na placu Tiananmen, spotykając się
nawet z poparciem wielu artykułów w prasie.
26 kwietnia, w artykule wstępnym rządowego Dziennika
Ludowego, Deng Xiaoping, główny przywódca KPCh, potępił jednak demonstracje
studenckie jako przejaw warcholstwa. Zniewaga przydała tylko wigoru protestom.
Ruch rozszerzał się: Szanghaj, Wuhan, Kanton, Xian, Czengdu... Zaczęły powstawać
niezależne stowarzyszenia studenckie, przyjmujące demokratyczne formy
działalności. Powstała Autonomiczna Federacja Pracowników Pekinu, grupująca ok.
20 tysięcy członków. Do ruchu wchodzili sklepikarze i drobni
przedsiębiorcy.
4 maja 100 tysięcy osób zaczyna okupować plac Tiananmen,
gdzie nieustające forum wolnej dyskusji przyciąga tłumy. 13 maja dwa lub trzy
tysiące studentów rozpoczyna strajk głodowy. Na ciężarówkach przybywają
robotnicy ze swych fabryk, zaniepokojeni inflacją i ryzykiem bezrobocia,
jednak w niewielkim stopniu mieszają się z tłumami studentów. Dwa
miliony mieszkańców chińskiej stolicy przekazują wyrazy poparcia dla głodujących
studentów. Studenci z kolei pozdrawiają gorąco Gorbaczowa, radzieckiego
przywódcę przebywającego wówczas w Chinach, postrzeganego jako zwolennika
liberalizacji systemu.
Kierownictwo rządzącej partii jest podzielone. Zhao Ziyang,
sekretarz generalny, wykazuje zrozumienie wobec protestujących. 19 maja
informuje jednak głodujących studentów, że przegrał i przeprosił ich:
„przybyliśmy zbyt późno. Zasługujemy na waszą krytykę” (na Zachodzie ukazały
się właśnie jego wspomnienia). W centralnych dzielnicach Pekinu zostaje
wprowadzony stan wyjątkowy, ale 20 i 21 maja tłum uniemożliwia wejście do
miasta armii, która jeszcze zachowuje się poprawnie.
Pozbawiony perspektyw politycznych w związku z porażką
Zhao Ziyanda ruch trwa, ale też ulega podziałom... Zaczyna się odpływ
mobilizacji. Władza wygrywa, ale decyduje się dać przykład swej siły,
organizuje więc masakrę pokojowego zgromadzenia w centrum Pekinu.
Żołnierze stacjonujący w stolicy byli pod wpływem ruchu, toteż wezwano
siły z odległych prowincji kraju. Armia interweniuje. Padają strzały
w kierunku manifestantów. Czołgi niszczą barykady i rozjeżdżają
namioty ostatnich protestujących na placu Tiananmen (większość studentów
opuściła jednak wcześniej plac). Około 2 500 cywilów zginęło, tak jak
kilkudziesięciu żołnierzy. Władza kieruje szeroką kampanią propagandową mającą
zdyskredytować ruch. Masowo przeprowadzane są aresztowania.
Zhao Zhiyang traci stanowisko i będzie przebywał pod
kontrolą w swej rezydencji aż do śmierci w 2005 r. Zastępuje go
Jiang Zemin, ówczesny prezydent Szanghaju. Deng Xiaoping triumfuje. Porażka
reformatora Zhao i zwycięstwo tzw. konserwatystów nie przeszkadza jednak
w kontynuowaniu kapitalistycznych reform. Tyle, że dokonują się one teraz
„pod kontrolą”, w autorytarnych ramach.
Ruch 4 czerwca 1989 r. odwoływał się do Ruchu 4 maja
1919 i jego krytyki działań państwa przez nową, radykalną inteligencję.
Zapowiadał on także następne mobilizacje obywatelskie i społeczne.
Tłum. Piotr Bojko
Autor jest specjalistą od historii lewicy azjatyckiej,
prowadzącym stronę internetową Europa Solidarna bez Granic >>
www.europesolidaire.org
Matki
z Tiananmen
72letnia Ding Zilin w swoim mieszkaniu na wschodzie
Pekinu może przyjmować dziennikarzy zagranicznych, ale ma teraz zakaz
wychodzenia z domu. Zakaz, w związku ze zbliżającą się rocznicą
masakry na placu Tiananmen. Ding związana jest bowiem z ruchem Matek
z Tiananmen, których dzieci zostały zamordowane podczas masakry w 1989 r.
Podobnie, jak argentyńskie Matki z placu Majowego, szukające wieści
o swych dzieciach zaginionych podczas rządów dyktatury wojskowej w Argentynie,
chińskie matki chcą ocalić od zapomnienia ofiary masakry. Takich jak 17-letni
syn Ding, licealista, który dostał kulę prosto w serce.
Kilka dni wcześniej, 17 maja grupa Matek z Tiananmen
zorganizowała w tajemnicy kilkudziesięcioosobowe spotkanie upamiętniające
wydarzenia z tego tragicznego czerwca. Ding Zilin nie pozwolono
uczestniczyć w nim. Jak wyznała francuskiemu dziennikarzowi: – Oni myślą,
że gdy zatrzymają mnie, spotkanie się nie odbędzie, ale nie doceniają naszej
odwagi i zdolności organizacyjnych.
Pisarz Yu Jie, jeden z dysydentów związanych z tym
ruchem opowiada: – Bliscy ofiar nie mogą wypowiadać się w Chinach, media
o nich nie mówią, jest zakaz upamiętniania tych wydarzeń. Co więcej, oni
są wciąż prześladowani.
Xu Jue, inna z matek, wspomina swoje poszukiwania po
masakrze 21-letniego syna, robotnika, który uczęszczał na kursy wieczorowe na
uniwersytecie: Zjeździliśmy pięć szpitali, nim go znaleźliśmy. Jego nazwisko
było pierwsze na liście. Jeden z lekarzy płakał, opowiadając, że wojskowi
nie pozwolili im zająć się rannymi studentami. Ciało mojego syna było wśród
zwłok złożonych w pomieszczeniu na rowery. Lekarz powiedział mi, że muszę
je wziąć przed 7 czerwca, inaczej armia je spali. Tyle, że rodzice nie mogli
legalnie zabierać ciał swych dzieci.
Xu zdecydowała się dołączyć do ruchu Matek z Tiananmen,
założonego przez Ding Zilin w 1994 r. Ding Zilin w 1991 r.,
jako pierwsza, opowiedziała zachodniej prasie o szczegółach masakry.
Straciła przez to pracę i do teraz spotykają ją szykany ze strony władz.
Matkom udało się zidentyfikować dotychczas tylko 198 ofiar
masakry – wielu więcej pozostało wciąż bezimiennymi.
PB
>> tiananmenmother.org
Ze strony >> www.trybunarobotnicza.pl zakładka
Biblioteka Trybuny Robotniczej można ściągnąć dossier „Nieznane Chiny” w wersji
pdf, poświęcone współczesnym konfliktom społecznym w Chinach.
Drukuj
Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6 Polska adaptacja JoomlaPL.com Team AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com All right reserved |