Cztery partie
zdominowały polski system polityczny. Tyle, że poza tym systemem znalazło się
trzy czwarte Polaków, którzy nie poszli głosować w wyborach europejskich.
Na własnej skórze odczuła skutki tego Polska Partia Pracy.
Piotr Bojko
Na mandaty europosłów załapali się wyłącznie politycy
Platformy Obywatelskiej, Prawa i Sprawiedliwości, Polskiego Stronnictwa
Ludowego oraz Sojuszu Lewicy Demokratycznej – Unii Pracy. Razem na te partie
padło 91 proc. oddanych w wyborach europejskich głosów. Cała reszta – 6
komitetów ogólnopolskich – musiała się podzielić pozostałymi 9 procentami
głosów. Mało, o wiele za mało, aby zachwiać potęgą tych, którzy dzierżą
ster władzy w instytucjach państwowych, samorządowych, w mediach
i przede wszystkim bazują na gigantycznych dotacjach dla partii.
Pojedyncze procenty zdobyte przez te mniejsze partie świadczą, że nie pomogą
w przeskoczeniu progu wyborczego ani znane nazwiska (przypadek
Centrolewicy), ani duże pieniądze w połączeniu z dobrym wejściem
w telewizji publicznej (Libertas). Czy to jednak świadczy, że ten układ
polityczny jest trwały? Nakładając te 91 procent zdobyte przez główne siły
polityczne na 25-procentową frekwencję wyborczą, okazuje się, że poparcie dla
nich wśród wszystkich wyborców wynosi nieco ponad 20 procent. Rzecz jasna,
można te wyniki tłumaczyć w różny sposób: albo ludzie są eurosceptykami
i nie chcą brać udziału w wyborach do Parlamentu Europejskiego, albo
po prostu dali carte blanche głównym partiom, licząc na to, że one załatwią co
trzeba bez ich głosu, albo też uważają, że ich głos i tak nic nie da, mają
dość tych wszystkich polityków i wolą nie iść na wybory. Ta pierwsza
hipoteza jest mało prawdopodobna – większość Polaków jest jednak zadowolona
z członkostwa w Unii Europejskiej. Liczą się tylko ta druga i trzecia
opcja, ale w tym wypadku brakuje badań, stawiających na którąś z nich.
Można jednak przypuszczać, że bliższa prawdzie jest opcja niewiary Polaków
w politykę, o czym świadczy też wysoki poziom absencji podczas
wszelakich innych wyborów.
Media zachwycały się wyższą niż w poprzednich wyborach
europejskich frekwencją, wyśmiewając wcześniejsze prognozy zapowiadające ją na
poziomie kilkunastu procent. Problem w tym, że jeszcze 27 maja aż 33 proc.
badanych Polaków mówiło w sondażu dla TNS, że na pewno weźmie udział
w wyborach europejskich. Aż tylu jednak nie poszło do urn, a co
więcej, frekwencję uratowała o wiele wyższa od średniej frekwencja
wyborcza w dużych miastach, gdzie dochodziło do spektakularnych pojedynków
wyborczych PO-PiS, podkręcanych przez media.
Jak w tym kontekście ocenić wynik wyborczy Polskiej
Partii Pracy, która niemal wszędzie znalazła się na ostatnim miejscu wśród
ogólnopolskich komitetów wyborczych (poza Śląskiem, gdzie wyprzedziła
Samoobronę i Libertas)? Nie wdając się w wiadome tematy braku
funduszy na kampanię, blokady medialnej (zwłaszcza w ostatnim tygodniu
kampanii) znowu warto wrócić do sprawy frekwencji wyborczej. Otóż, jeżeli
weźmiemy pod uwagę wielkość miejscowości, to im były one mniejsze, tym wyższe
poparcie notowała PPP, ale też dokładnie tak samo było w przypadku
frekwencji wyborczej – im mniejsza miejscowość, tym niższa frekwencja. Można
więc postawić tezę, że PPP padła ofiarą niskiej frekwencji tam, gdzie mogła
liczyć na lepszy rezultat.
Polską Partię Pracy czeka teraz okres dyskusji o tym,
jak dalej rozwijać partię, jak trafiać z dobrym przekazem do środowisk
potencjalnych wyborców, jak przygotować się do kolejnych wyborów
(samorządowych, parlamentarnych, prezydenckich) – nie zapominając przy tym, że
wybory to nie wszystko, bo ważniejsza jest działalność społeczna wszędzie tam,
gdzie ludzie potrzebują pomocy. Ale o tym wszystkim musi ostatecznie
zdecydować kongres partii, który odbędzie się w tym roku. Bo potencjał
wyborczy istnieje – o czym świadczą choćby wyniki PPP w prawyborach
młodzieżowych (5,5 proc.), czy w niektórych miastach i powiatach
w różnych regionach kraju podczas eurowyborów (gmina Susz – 18,25 proc.,
Darłowo – 2,21 proc., Radziejów – 5,18 proc., Głogów – 2,36 proc., gm.
Bełchatów – 5,11 proc., Zawiercie – 1,65 proc.). Pytanie – jak się przebić?
A tym, którzy w wyborach zdecydowali się jednak zagłosować na PPP,
serdecznie dziękujemy. Mamy nadzieję, że nie zawiedziemy Waszych oczekiwań.
 43 proc.
wyniosła średnia frekwencja w wyborach europejskich we wszystkich krajach UE.
To najgorszy wynik w historii wyborów do Parlamentu Europejskiego, źle wróżący
jednoczeniu Europy na dotychczasowych neoliberalnych zasadach. A że Europa
wciąż będzie „budowana” jak dotychczas – czyli poprzez odbieranie kolejnych
praw pracownikom i oddawanie ich biznesowi, nie ma wątpliwości, biorąc pod
uwagę skład nowego Parlamentu Europejskiego. Umocniły w nim swą przewagę partie
wchodzące w skład Europejskiej Partii Ludowej (z Polski – PO i PSL), która
posiadać będzie 263 mandaty w 754-osobowym parlamencie. Na 161 mandatów liczy
Partia Europejskich Socjalistów (z Polski SLD-UP), która dotychczas w
większości przypadków głosowała razem z chadekami, a na 80 europejscy liberałowie.
Spory sukces odnotowali europejscy Zieloni – zwłaszcza we Francji, gdzie
zdobyli tyle samo mandatów co socjaliści – tyle, że stali się już siłą coraz
bardziej liberalną gospodarczo (w sumie mają 52 mandaty). W różnych krajach
udało się także uzyskać mandaty wyborcze partiom skrajnie prawicowym (choć
Libertas zdobył tylko 1 mandat we Francji), co świadczy o wykorzystywaniu
nastrojów ksenofobicznych podczas kryzysu.
Frakcja Zjednoczona
Lewica Europejska/Nordyccy Zieloni (GUE/NGL), z którą współpracowała Polska
Partia Pracy, niestety również wychodzi z tych wyborów osłabiona. Może liczyć
na 33 mandaty (poprzednio: 41). Najwięcej mandatów przyniosą jej niemiecka
Lewica (8), francuski Front Lewicy (4), czescy komuniści (4), Portugalczycy
(radykalnie lewicowy Blok Lewicy stał się trzecią partią kraju – 3 mandaty,
blok wokół komunistów – 2 mandaty; w sumie obie lewicowe partie zdobyły w
Portugalii ponad 21 proc. poparcia) oraz Grecy (2 mandaty dla komunistów oraz 1
dla Koalicji Lewicy Radykalnej SYRIZA).
Warto
podkreślić, że w sumie trzy lewicowe listy we Francji – Front Lewicy, NPA oraz
Walka Robotnicza – zdobyły ponad 12 proc.
Niestety, pasmo
porażek ciągnie się za włoskimi komunistami, którzy po okresie współrządzenia z
socjaldemokratami stracili miejsca w parlamencie krajowym, a teraz nie będą już
reprezentowani w Parlamencie Europejskim.
DZ
Czy PPP uda się zagospodarować potencjał wśród młodzieży?
Wyborcza próba
Piotr Bojko
Tydzień przed wyborami europejskimi Centrum Edukacji
Obywatelskiej zorganizowało prawybory młodzieżowe – wśród studentów oraz
uczniów liceów i gimnazjów, w których głosowało ponad 200 tysięcy
osób. O ile zwycięzcy prawyborów (PO i PiS) są ci sami, co w prawdziwych
wyborach europejskich, o tyle ciekawe zaczyna się robić w przypadku
pozostałych partii, w tym Polskiej Partii Pracy.
Według głosujących studentów, zdominowanych przez liberalną
ideologię, poza PO i PiS w PE powinny się jeszcze znaleźć
przedstawiciele SLD-UP, UPR i Centrolewicy. W prawyborach
uczestniczyli studenci 47 uczelni z 25 miast. W sumie oddano ponad 8
tysięcy głosów.
Inaczej postawili jednak gimnazjaliści i uczniowie
szkół średnich – o wiele tłumniej biorący udział w tych prawyborach,
a równocześnie w większości nie mogący jeszcze głosować w wyborach
europejskich. Oni w Parlamencie Europejskim widzieliby m.in. Polską Partię
Pracy.
Wyniki PPP w poszczególnych regionach
(w nawiasach po nazwie miasta liczba szkół biorących udział
w prawyborach)
woj. dolnośląskie – 5,48
Bogatynia (2) – 10,45
Bolesławiec (7) – 6,47
Jelcz Laskowice (2) – 6,56
Oława (1) – 14,56
Włabrzych (1) – 7,27
Wrocław (13) – 3,15
woj. kujawsko-pomorskie – 6,61
Bydgoszcz (11) – 5,46
Brodnica (1) – 7,54
Inowrocław (1) – 14,56 (trzecie miejsce)
Kamień Krajerński (1) – 11,39 (trzecie miejsce)
Rypin – 9,86 (3)
Toruń (8) – 3,93
woj. lubelskie – 5,12
Biłgoraj (1) – 6,16
Chełm (3) – 6,74
Hrubieszów (10) – 7,11
Lubartów (1) – 10,53
Lublin (6) – 3,08
woj. lubuskie – 5,84
Gorzów Wielkopolski (5) – 4,37
Świebodzin (2) – 7,63
Zielona Góra (5) – 2,97
Żagań (2) – 9,55
woj. łódzkie – 4,37
Łęczyca (2) – 6,57
Łódź (7) – 6,25
Ozorków (2) – 6,83
Radomsko (6) – 7,13
woj. małopolskie – 5,72
Kraków (10) – 5,68
Nowy Sącz (1) – 10,19
Sucha Beskidzka (1) – 9,56
Zakopane (2) – 7,09
woj. mazowieckie – 5,12
Ciechanów (3) – 8,29
Iłża (1) – 7,25
Ostrowiec Świętokrzyski (2) – 7,59
Pułtusk (2) – 17,45 (drugie miejsce)
Radom (6) – 4,89
Warszawa (50) – 3,8
Żyrardów (1) – 6,42
woj. opolskie – 6,22
Strzelce Opolskie (1) – 10,92 (trzecie miejsce)
Opole (4) – 4,07
Prudnik (1) – 6,5
woj. podkarpackie – 5,85
Krosno (5) – 6,0
Rzeszów (3) – 4,68
Sanok (3) – 6,48
Jarosław (2) – 6,7
woj. podlaskie – 5,24
Białystok (9) – 6,03
woj. pomorskie – 4,87
Bytów (2) – 9,33
Elbląg (5) – 4,58
Gdańsk (19) – 2,62
Gdynia (3) – 3,0
Sztum (1) – 7,12
woj. śląskie – 4,58
Bielsko-Biała (8) – 2,97
Bytom (5) – 5,61
Chorzów (7) – 3,52
Cieszyn (6) – 5,63
Częstochowa (11) – 4,97
Dąbrowa Górnicza (4) – 5,78
Gliwice (4) – 5,69
Katowice (13) – 3,31
Ruda Śląska (6) – 5,37
Sosnowiec (2) – 4,17
Tychy (4) – 3,46
Wodzisław Śląskie (4) – 4,69
Zabrze (5) – 7,31
Żory (2) – 7,32
woj. świętokrzyskie – 6,38
Kielce (4) – 5,01
Ostrowiec Świętokrzyski (2) – 7,59
Pińczów (1) – 12,59
Sandomierz (2) – 8,43
woj. warmińsko-mazurskie – 4,95
Elbląg (5) – 4,58
Olsztyn (4) – 3,57
woj. wielkopolskie – 6,02
Kalisz (5) – 5,66
Piła (1) – 7,01
Poznań (15) – 2,62
Września (4) – 7,02
woj. zachodniopomorskie – 5,46
Kołobrzeg (3) – 7,08
Szczecin (15) – 3,95
Koszalin (4) – 5,31
Nawet pobieżna analiza młodzieżowych wyników potwierdza dane
z prawdziwych wyborów – potencjał wyborczy PPP znajduje się w małych
miastach i na wsi. Tam też młodzież znajduje się pod mniejszą ideologiczną
presją otoczenia, która w większych miastach sprzyja partiom
establischmentu. Rzecz jasna tego typu wyniki nie przekładają się potem
automatycznie na wynik wyborczy, niemniej wskazują na potencjał – i od
samej PPP zależy, czy uda jej się go zagospodarować.
Wyborcza statystyka PPP
0,7 proc. – 51 300 głosów
Poparcie dla PPP wg regionów
(uwzględniono wielkie miasta oraz powiaty, w których
PPP uzyskała ponad 1,2 proc.)
Okręg warmińsko-mazurski – 0,77 proc.
pow. iławski – 3,36 proc.
(gmina Susz – 18,25 proc.)
pow. gizycki – 1,26 proc.
pow. nidzicki – 1,44 proc.
pow. nowomiejski – 1,59 proc.
pow. siemiatycki – 1,58 proc.
Olsztyn – 0,58 proc.
Białystok – 0,28 proc.
Okręg Gdańsk – 0,54 proc.
Gdańsk – 0,34 proc.
Gdynia – 0,44 proc.
Słupsk – 0,6 proc.
pow. słupski – 1,09 proc.
pow. człuchowski – 1,02 proc.
Okręg Szczecin – Gorzów Wlkp. - 1,03 proc.
pow. drawski – 1,28 proc.
pow. goleniowski – 1,51 proc.
Gorzów Wlpk. - 0,66 proc.
Koszalin – 0,66 proc.
pow. kraśnieński – 1,61 proc.
pow. łobeski – 1,54 proc.
pow. myśliborski – 1,38 proc.
pow. nowosolki – 1,59 proc.
pow. pyrzycki – 1,41 proc.
pow. sławieński – 1,75 proc.
(Darłowo - 2,21 proc., Sławno – 2,05 proc.)
pow. strzelecko-drezdenecki – 1,55 proc.
Szczecin – 0,87 proc.
pow. świebodziński – 1,35 proc.
pow. żarski – 1,44 proc.
Zielona Góra – 0,51 proc.
Okręg Bydgoszcz – 0,67 proc.
Bydgoszcz – 0,44 proc.
pow. radziejowski – 2,27 proc.
(Radziejów – 5,18 proc.)
Toruń – 0,44 proc.
Włocławek – 0,72 proc.
Okręg Poznań – 0,87 proc.
pow. jarociński – 1,26 proc.
pow. kościański – 1,25 proc.
Pozńań – 0,62 proc.
pow. średzki – 1,29 proc.
pow. wolsztyński – 1,33 proc.
pow. wrzesiński – 1,53 proc.
pow. złotowski – 1,29 proc.
Okręg Wrocław – 0,89
pow. głogowski – 2,26 proc.
(Głogów – 2,36 proc.)
pow. głubczycki – 1,24 proc.
pow. legnicki – 1,34 proc.
pow. lwówecki – 1,27 proc.
pow. namysłowski – 1,39 proc.
pow. oleski – 1,54 proc.
(gm. Zębowice – 3,91 proc.)
pow. prudnicki – 1,28 proc.
pow. strzeliński – 2,07 proc.
(gm. Strezlin – 2,63 proc.)
pow. świdnicki – 1,24 proc.
Wałbrzych – 0,81 proc.
pow. wołowski – 1,31 proc.
Wrocław – 0,49 proc.
pow. ząbkowicki – 1,31 proc.
Opole – 0,62 proc.
Okręg Łódź – 0,72 proc.
pow. bełchatowski – 2,45 proc.
(gm. Bełchatów – 5,11 proc., Bełchatów miasto – 2,44 proc.)
Łódź – 0,51 proc.
Okręg Warszawa 1 – 0,38 proc.
Warszawa miasto – 0,35 proc.
Okręg Warszawa 2 – 0,76 proc.
pow. makowski – 1,42 proc.
Płocjki – 0,67 proc.
Radom – 0,60 proc.
Okręg Lublin – 0,62 proc.
Lublin – 0,41 proc.
gm. Kraśnik – 1,52 proc.
Okręg Rzeszów – 0,62 proc.
Tarnobrzeg – 1,02 proc.
Rzeszów – 0,41 proc.
Okręg Kraków – Kielce – 0,58
pow. jędrzejowski – 1,32 proc.
pow. konecki – 1,47 proc.
(gm. Gowarczów – 3,11 proc.)
Kraków – 0,29 proc.
Kielce – 1,09 proc.
Starachowice – 1,15 proc.
gm. Brzeszcze – 1,72 proc.
Okręg Katowice – 0,82 proc.
Bielsko-Biała – 0,5 proc.
Bytom – 0,8 proc.
Lędziny – 1,26 proc.
Chorzów – 1,12 proc.
Częstochowa – 0,59 proc.
Dąbrowa Górnicza – 1,2 proc.
Gliwice – 0,62 proc.
Jastrzebie Zdrój – 0,95 proc.
Katowice – 0,67 proc.
pow. kłobucki – 1,10 proc.
(gm. Popów – 2,61 proc.)
Myszków – 1,19 proc.
Ruda Śląska – 1,34 proc.
Rybnik – 0,95 proc.
Świętochłowice – 1,39 proc.
Tychy – 0,95 proc.
Zabrze – 1,0 proc.
pow. zawierciański – 1,43 proc.
(Zawiercie – 1,65 proc.)
Poparcie dla PPP z uwzględnieniem wielkości
miejscowości
do 5 000 mieszkańców – 0,99 proc.
od 5 001 do 10 000 – 0,92 proc.
od 10 001 do 20 000 – 0,83 proc.
od 20 001 do 50 000 – 0,73 proc.
od 50 001 do 100 000 – 0,76 proc.
od 100 001 do 200 000 – 0,73 proc.
od 200 001 do 500 000 – 0,73 proc.
pow. 500 000 – 0,42 proc.
Cisza przedwyborcza
Bolesław K. Jaszczuk
W związku z kolejnymi wyborami ogłoszono tzw. ciszę
wyborczą. Obowiązywała ona nie tylko w dniu wyborów, lecz także w dniu
je poprzedzającym – tak jak gdyby agitacja sobotnia w czymś różniła się od
piątkowej. Kolejnym absurdem jest zakaz – w okresie ciszy wyborczej –
podawania do wiadomości wyników głosowania w innych krajach Unii.
Tymczasem w niektórych przypadkach wyniki te znane już były w piątek.
Co zatem ma zrobić wyborca, który już je poznał? Tylko zachorować na amnezję,
co może jednak uniemożliwić mu udział w wyborach we własnym kraju. Co
ciekawsze, wspomniany wyżej zakaz ma obowiązywać również w Internecie. Aby
zakaz ten móc skutecznie zrealizować, należałoby zmobilizować monstrualną armię
przeglądaczy, cenzorów i donosicieli. Doskonała przygrywka przed
wprowadzeniem państwa policyjnego – będą już gotowe nowe, doświadczone kadry.
Cóż jednak zrobić z zagranicznymi stronami internetowymi? Należałoby
w tym celu zablokować do nich dostęp wszystkim polskim internatom. Niech
żyje Wolna Polska, którą wywalczyliśmy 20 lat temu!
Pomysłodawcom totalnej ciszy wyborczej umyka z pola
widzenia inne zjawisko – mianowicie ciszy przedwyborczej. Ciszą tą objęto
Polską Partię Pracy, będącą ugrupowaniem wielce niewygodnym dla polskiego
establishmentu. Informacje o kampanii wyborczej PPP ograniczają się do
prezentacji ustawowo zagwarantowanych audycji wyborczych, krótkich debat
telewizyjnych oraz szczątkowych, z reguły jednozdaniowych, migawek z niektórych
konferencji prasowych. Namawiany do udziału w wyborach obywatel nie dowie
się np. o konferencji prasowej PPP poświęconej służbie zdrowia – widocznie
zbyt śliski to temat. W żadnej też prasie, poza Trybuną Robotniczą i Kurierem
Związkowym, nie zapozna się z treścią 21 opracowanych przez PPP
postulatów. Stanowią one zbyt ostry zgrzyt z propagandą sukcesu, nasiloną
zwłaszcza z okazji obchodów kolejnego święta narodowego – 4 czerwca.
Embargo medialne na Polską Partię Pracy stało się już powszechnie obowiązującym
standardem. W związku z czym oczekuję na ciszę powyborczą, którą
zafundują nam przekaziory wówczas, gdy PPP osiągnie sukces w kolejnych
wyborach.
Przetrwać klęskę
Paweł Michał Bartolik
Tak, wynik Polskiej Partii Pracy w wyborach do
Parlamentu Europejskiego stanowi klęskę. Ale w żadnym razie nie stanowi
powodu do załamania. Jak mówił Dżurdż Habasz, „Żadne z praw nie pozostaje
stracone, póki ktoś o nie walczy!”
Około 0,7 proc. poparcia dla PPP w eurowyborach to
wynik, którego nawet w najczarniejszych snach mało kto się spodziewał. Lecz
nieraz światło w tunelu zaczyna być widoczne właśnie wtedy, gdy ciemności
są najgłębsze.
Dlatego też trzeba przypomnieć o niemających formalnej
mocy sprawczej, lecz niezwykle ciekawych prawyborach „Młodzi głosują”,
przeprowadzonych na początku czerwca przez Centrum Organizacji Obywatelskiej.
Polska Partia Pracy otrzymała w nich 5,5 proc. głosów
gimnazjalistów i uczniów szkół ponadgimnazjalnych, wyprzedzając SLD
i PSL, które – gdyby to były prawdziwe wybory – w ogóle nie dostałyby
się do europarlamentu.
Ktoś może dąsać się, że nastolatki głosują na radykałów dla
jaj, i nie ma to większego znaczenia. Ale w tych prawyborach wzięło
udział niemal 60 proc. uprawnionych, wobec poniżej 25 proc. w oficjalnych
wyborach.
Rośnie zatem nowe pokolenie, jak się zdaje potencjalnie
o wiele bardziej aktywne politycznie i gotowe do poszukiwania
alternatyw – tym bardziej, że z racji upływu czasu, jak też m.in. zaniku
bezpośredniego wpływu „białego ojca” z Wadowic, trudniej zapewne straszyć
je „komuną” i określenie lewica rzadziej jest dla nich z definicji
pejoratywne. Dlatego należy pamiętać, że każde zwycięstwo nosi w sobie
zarodki klęski, a każda klęska – zarodki zwycięstwa.
Ostatnie eurowybory oznaczały odwrót zarówno koncesjonowanej
pseudolewicy, jak i rzeczywistych sił antykapitalistycznych w całej
Europie – bez względu na takie zjawiska, jak choćby zauważalny, lecz daleki od
oszałamiającego sukces Nowej Partii Antykapitalistycznej we Francji. Obecna
fala prawicowej ofensywy nie może jednak trwać w nieskończoność. Jeśli
dobrze się rozejrzeć, okaże się, że najmłodsze pokolenie już dziś to
potwierdza.
Zacząć od głowy...
Ewa Groszewska
Sytuacja jest prosta i po
prostu się nie zmienia od 20 lat transformacji. Nasz elektorat najczęściej nie
chodzi do wyborów. Pisząc „nasz”, mam na myśli tych bez fałszywej liberalnej
świadomości – tych wkurzonych. Nakłada się na to jakaś z lekka autorytarna
mentalność – zauważyłam bowiem, że gdy mówiłam, że jesteśmy jednymi z nich,
to trafiało właśnie jak kula w płot. Bo ludzie chcą jakiegoś księcia
z bajki, co za nich wszystko załatwi. Bo są wyalienowani, nie mają odruchu
zrzeszania się w sprawach społecznych czy politycznych, bo dostają po
dupie, bo wciąż dominuje polski tradycyjny familiaryzm i dbałość jedynie
o własny ogródek i „swojska zaradność” itp.
Zatem nie „poruszymy bryły”
poprzez wybory czy kampanie. Nie wiem, jak tu doprowadzić do sytuacji protestów
społecznych, w wyniku których może nastąpić przewartościowanie. Oczywiście
budowa struktur PPP jest istotna, ale zapracowani i zapędzeni w kierat
Polacy mają słabą skłonność do angażowania się. Nie chcę siać defetyzmu, ale
miejmy tego świadomość. W sensie obiektywnym uważam, że jeśli ten kraj nie
odrobi lekcji z zawirowań społecznych (bez nakładki bogoojczyźnianej,
która była obecna również w okresie „Solidarności”), to nie zbuduje się tu
lewicy. Sądzę, że należy nastawić się na strategię długofalową, przeprowadzić
dyskusję. Trzeba zacząć od głowy, czyli od refleksji, jak to uczynić, a dopiero
potem zadziałać.
Drukuj
Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6 Polska adaptacja JoomlaPL.com Team AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com All right reserved |